Ocre et lavande


     Nie wiem doprawdy czemu wcześniej ten pomysł mi nie wpadł do głowy! Zwłaszcza po zeszłorocznych wakacjach spędzonych w uroczej Prowansji. Jeszcze przed wyjazdem przemalowałam jedną ścianę w pokoju na kolor ochry, aby bardziej uwidocznić ażur białego metalowego łóżka. Dopiero w tym roku, gdy postawiłam na skrzyni kosz z tegoroczną ususzoną lawendą -eureka. Ochra i lawenda- przecież to Prowansja w najczystszym wydaniu!


      Aż wstyd.  Pokój, o którym mówię już kiedyś tutaj publikowałam. Ciągle coś zmieniam, więc on cały czas ewoluuje. Osobiście lubię mieć neutralną bazę we wnętrzach, aby z łatwością zmieniać dodatki. Do tego uważam, że wnętrze powinno być spójne kolorystycznie. Tutaj trochę zbyt pochopnie wybrałam materiał, który mnie urzekł, mimo że nie za bardzo pasował do reszty domu.  Przyjęłam jednak, że jeden pokój może być trochę inaczej, zwłaszcza że to pokój moich Rodziców i rzadko jest używany. Jednakże ostatnio zmieniłam zdanie, (nawet spać nie mogłam po nocy) że to jednak  "nie to" i ten kosz z lawendą rozwiązał mój problem. Teraz jest wg mnie bardziej świeżo i stylowo, mniej tak po babciowemu, a do tego pojawił się mocny akcent kolorystyczny ( a ja to lubię ), który gdzieniegdzie w cały domu już się powtarza.





   Aha w oddali na tle ściany widać moje "zniszczone" Ludwiki  z poprzedniego postu.
A koszyk pomalowałam mieszanką kolorów farb Annie Sloan: 1/2 Emporior Silk i 1/2 Napoleonic Blue i odrobinką Old White - mniej więcej takie proporcje-sugerowałam się kolorem lawendy, oczywiście. 




  Pokój nie jest jeszcze skończony. Brakuje mi komody w stylu Ludwika naprzeciwległą ścianę, ale mam już za to farbę, no i jeszcze kilka dodatków, w tym myślę jeszcze nad ochrową ścianą. Widzę tam obraz w postaci ciekawej tkaniny oprawionej w ramy, albo mini baldachim… Na razie zmalowałam ramkę na romantyczne zdjęcie Rodziców:)




Poniżej zdjęcia z poprzedniej stylizacji.  



 A Wy co o tym sadzicie?

Pozdrawiam,
Asia